Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koty. Pokaż wszystkie posty

Wszystkowiedzący

Ja się znam, bo jestem starszy. Wiem, bo tak mi powiedział kuzyn brata ciotki. Te i podobne zdania to jedne z niewielu, które są mnie w stanie wyprowadzić z równowagi.

starsi ludzie wiedzą lepiej
photo from gratisography.com


Założę się, że każdy z was kiedyś poznał kogoś takiego. Kogoś, kto wie wszystko na każdy temat... a przynajmniej tak mu się wydaje. Jestem w stanie machnąć na to ręką, szczególnie jeśli rozmowa dotyczy tematów nieistotnych, takich na których słabo się znam. Kiedy jednak ktoś zaczyna pleść bzdury na temat zwierząt lub fotografii, wtedy już nie jestem tak bardzo cierpliwa.

Zwierzętami zajmuję się praktycznie od dziecka. Poszłam na studia zootechniczne, oprócz tego co miesiąc pochłaniam kilka książek w temacie behawioru i treningu. Interesuję się żywieniem, rasami, jestem w stanie wybrać dobrą karmę i obliczyć dawkę pokarmową dla danego psa, także odchudzającą. Żeby zdobyć moją wiedzę potrzebne było całe mnóstwo czasu i pieniędzy, wciąż dowiaduję się czegoś nowego, jednak bez wątpienia mam sporo do powiedzenia w tym temacie.

Tak się jednak składa, że każdy kto posiadał jakiekolwiek zwierzę uznaje się za eksperta. Widocznie to wystarczy, by stwierdzić że Whiskas to dobra karma dla kota. Najwidoczniej wszyscy dookoła też wiedzą lepiej, ile powinien ważyć mój kot. Rosyjski? Że taka rasa? Skąd, przecież powinien być pulchny jak brytyjczyk! I na nic tłumaczenia, że lepiej by był lekko za szczupły, niż za gruby, bo to zdrowsze. Bo przecież jak to wytłumaczyć komuś, kogo pies waży prawie 2 razy więcej niż powinien.

Nie potrafię wyliczyć, ile razy podobna dyskusja miała miejsce. O sterylizacji i kastracji, o kolczatkach, o biciu psów... tematy są niezliczone. I wiecie co jest najgorsze? Że czasem czuję się bezsilna. Nigdy nie staram się wymądrzać, ale czuję się w obowiązku prostować najbardziej krzywdzące dla zwierząt poglądy (typu 'suka musi mieć chociaż raz młode', bądź 'agresywnego psa trzeba bić'). Niestety ludzi tego typu naukowa wiedza nie przekonuje. Bo to oni są najmądrzejsi.
sobota, 19 lipca 2014
Autor: Unknown

Sterylizacja - raz, dwa i po bólu!

Wytrwałe miauczenie przez całą noc i obsikiwanie mieszkania to największe problemy, z którymi musiałam się zmierzyć w trakcie rui Niny. 


kotka w kubraczku

I o ile niewyspanie jestem w stanie jakoś znieść, to zapachu kocich sików nie znoszę. Dlatego jak najszybciej zdecydowałam się na sterylizację, i jesteśmy już po zabiegu!
Muszę powiedzieć, że Nina zniosła zabieg wyjątkowo dobrze. Od razu po wybudzeniu wyszła ze swojego transportera. Niestety dla mnie, od razu chciała szaleć! Chodziłam za nią krok w krok, bo skakanie w jej stanie nie jest wskazane, tym bardziej, że narkoza wciąż działała. Jak tylko podsadziłam ją na łóżko, zwinęła się w kłębek i poszła spać.
Najgorszy okazał się... kubraczek! Nina bez miauknięcia toleruje zastrzyki z antybiotykiem, nie próbuje się wyrywać i jest bardzo grzeczną pacjentką. Ale jak tylko próbuję założyć kubraczek, to wieje gdzie tylko może! A jak już mi się ta trudna sztuka założenia go uda, to od razu strzela focha i idzie za łóżko. Okazuje się, że istnieje coś takiego jak 'depresja kubraczkowa'. Kotki takie odmawiają poruszania się, dopóki mają na sobie kubraczek. Z moją Niną aż tak źle nie jest - bardziej jest obrażona na mnie, że każę jej go nosić, ale w końcu i tak wraca spać na łóżko. I tak prędzej czy później udaje jej się go zrzucić, ale mam przynajmniej przespaną noc. 
I bardzo się cieszę, że już po wszystkim. Cieszę się, że się zdecydowałam. Okazuje się, że Nina miała już lekkie zapalenie macicy, także każde opóźnienie byłoby niewskazane. Bałam się, że sobie nie poradzę z opieką nad kotką po sterylizacji, ale tak naprawdę nie ma czego. Tylko w dniu zabiegu musiałam pilnować ją przez cały czas, bo po narkozie mogła łatwo spaść z czegoś wysokiego. 
Jeśli się jeszcze wahacie, to nie musicie. Kotka zapewne zniesie to lepiej niż wy :)
czwartek, 29 maja 2014
Autor: Unknown
Tag :

Kocia miłość

Ludzie którzy znali mnie wcześniej, dobrze wiedzą, że od zawsze byłam psiarą. Do kotów odczuwałam wręcz lekką niechęć. Jakim cudem to się zmieniło?


russian blue cat

W moim domu rodzinnym od zawsze były i koty, i psy. Różnica jest taka, że koty zawsze były 'podwórkowe', i to psy były członkami rodziny śpiącymi na kanapach. Oprócz moich wczesnych lat dzieciństwa, kiedy to koty kręciły się jeszcze po domu, nie miałam z nimi zbyt wielkiej styczności - bo zwyczajnie wstępu do środka nie miały. Oczywiście, jako miłośniczka zwierząt brałam je na kolana i głaskałam na podwórku, ale wiadomo, jak to wygląda.

Podwórkowe koty zachowują dużo większy dystans do ludzi. Nie są do nich aż tak przywiązane, są niezależne i nie okazują uczuć w ten sam sposób co koty domowe. Co bardziej przyjacielskie kocury przyjdą pomruczeć na kolana, tylko po to, by potem zniknąć na tydzień. Ot, samotnicy.

Niecały rok temu wprowadziłam się do obecnego mieszkania. Moje współlokatorki, a jednocześnie znajome ze studiów, zachęciły mnie prozwierzęcym nastawieniem. Gdy się wprowadzałam, mieszkały tam dwa psy, dwa koty oraz szczur. Oczywiście nie nastawiałam się na wiele i mówiłam wprost, że za kotami to ja nie przepadam :)

I okazało się, że... pokochałam te stwory całym sercem. Dowiedziałam się, że koty to wcale nie są samolubne potwory, które gardzą towarzystwem człowieka. Nauczyłam się, jak cudowne to uczucie, gdy kot śpiący na kolanach mruczy z zadowolenia. I wreszcie adoptowałam swojego kota. Zyskałam cudowną przyjaciółkę, dla której najlepsze miejsce do spania to tuż przy mnie. Albo na mnie, jeśli się nie wiercę.

Moim zdaniem warto kotom dać szansę. Może nie cieszą się na widok obcej osoby tak jak psy i w inny sposób okazują miłość i przywiązanie, ale jak już pokochają, to na maksa.
środa, 21 maja 2014
Autor: Unknown
Tag :

Czym właściwie jest rodowód?

Ostatnio coraz częściej toczą się dysputy dotyczące psów i kotów z rodowodem. Niepokojąco często przeczytać można w nich stwierdzenie "rodowód to tylko papierek". Czy tak jest rzeczywiście?

pies patrzący biszkoptowy labrador


Do napisania tego posta skłoniła mnie dyskusja na pewnym fanpage'u dziewczyny, która chciała rozmnożyć swoją nierasową sukę cocker spaniela. Pojawiła się tam taka wypowiedź (pisownia oryginalna): 

Pies bez rodowodu nie oznacza że nie jest rasowy każdemu psu można założyć rodowód. Tak zwany kundel to mieszanka powyżej 2 raz. Mieszaniec to mieszanka 2 raz. No sory skoro mam sb kupić psa za 3000 no bo ma rodowód to bym wola za te 500 i sama bym mu rodowód założyć.
Widuję takie stwierdzenia coraz częściej. Co gorsza, nikt takich ludzi nie edukuje - zamiast tego straszy się ich policją i wyzywa ich psa od kundli. To błąd! Dopiero przy zrozumieniu czym jest rodowód, można się przekonać, jak bardzo jest wartościowy.

Omówię rodowód na przykładzie Niny, czyli mojej kotki.




Imię mojego kota jest u samej góry. Rodowód czytamy od lewej - u góry jest jej ojciec, u dołu matka, a dalej w prawo ich rodzice, aż do 5 pokolenia wstecz. Wygląda to wszystko tajemniczo, ale wcale nie jest takie trudne. Na przykładzie ojca: EC oznacza Europa Champion i jest ostatnią klasą wystawową u kotów. U psów tytuły są odpowiednio inne i warto je sprawdzić przed kupnem psa. Flashpaw's to nazwa hodowli z której kot pochodzi, i wreszcie BEHAVE YOURSELF - chociaż dziwaczne - to imię kota. RUS chyba tłumaczyć nie muszę - oczywiście odnosi się do rasy.

Zajrzyjmy jeszcze pod tabelkę, bo informacja tam zawarta jest bardzo ważna. Są tam dziwne symbole i liczby, które rzeczywiście są całkiem skomplikowane do obliczenia. IC oznacza współczynnik inbredu. Pokazuje on w jakim stopniu przodkowie naszego zwierzęcia są ze sobą spokrewnieni - im mniej, tym lepiej. Genetyka jest nieubłagana - krzyżowanie w pokrewieństwie powoduje wydelikacenie, zmniejszenie odporności na choroby, zmniejszenie płodności. Dzięki temu, że znamy przodków naszego kota/psa, którzy są wypisani W KAŻDYM rodowodzie, można go wyliczyć i znacząco zmniejszyć ryzyko chorób. Podobną funkcję pełni AVK - jest to współczynnik utraty przodków. W tym wypadku im większa jest wartość, tym lepiej.

Myślę, że teraz jest jasne, czemu rodowodu nie da się wyrobić każdemu. Czy znacie dziadków swojego nierasowego psa? A pradziadków? Jeśli nie, to odpowiedź jest oczywista. W rodowodach niektórych ras psów przy każdym przodku pojawia się informacja o badaniach - np. stawów biodrowych. U mojej Luny do 5 pokoleń wstecz wszyscy byli wolni od dysplazji, dzięki czemu mam o wiele mniejszą szansę, że zachoruje (to choroba genetyczna). 

Rodowód to nie tylko papierek. Rodowód to gwarancja pochodzenia i zdrowia twojego zwierzaka.
wtorek, 6 maja 2014
Autor: Unknown
Tag : ,

Ciężkie życie hodowcy

Kocham koty, ale już teraz wiem, że nigdy nie zostanę hodowcą. Dlaczego?



Wiele osób uważa, że życie hodowcy jest usłane różami. Trzyma sobie koty, karmi, rozmnaża i za to wszystko jeszcze dostaje pieniądze. No marzenie! Czemu nikt nie pomyśli o minusach?

Pierwszym i najważniejszym dla mnie minusem jest konieczność trzymania niewykastrowanych kocurów w domu. Kto kiedyś miał z takimi do czynienia, wie o co chodzi. Znaczą teren. Delikatnie mówiąc: śmierdzi. Trzeba sobie z tego zdawać sprawę i być na to przygotowanym, no i przygotować na to swoich gości...

Jak to bywa z każdą pracą w domu, kiedy jesteś pełnoetatowym hodowcą, dom staje się twoim miejscem pracy. Z tym że teraz jesteś też odpowiedzialny za kilkanaście, a z kociakami czasem i kilkadziesiąt zwierząt. Nie możesz wyjechać na urlop i je zostawić, chyba że masz kogoś zaufanego, kto się nimi zajmie, a i wtedy zapewne będziesz się o nie zamartwiać zamiast odpoczywać. 

Czy muszę w ogóle wspominać o tym, ile to pracy? Karmienie, czesanie, sprzątanie kuwety... codziennie. No i wyjazdy na wystawy, czasem te w oddalonym o kilkaset kilometrów mieście. Nie można też zapominać o pracy czysto hodowlanej. Musisz udoskonalać geny, stale sprowadzać nowe osobniki, by wprowadzić nową krew do hodowli. 

Mam wielki szacunek do hodowców sumiennie wykonujących swoją pracę. Oprócz wielkiej miłości potrzebna jest do tego wielka odpowiedzialność, w momencie kiedy się tego podejmujesz, koty muszą stać się całym twoim życiem. Obawiam się, że nie sprostałabym temu wyzwaniu.


poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Autor: Unknown
Tag :

Mam kota!

Wczoraj w naszym mieszkaniu pojawił się nowy kot. To już trzeci, ale ten jest wyjątkowy, bo należy do mnie.



Nina jest kotką rasy rosyjskiej niebieskiej i pochodzi z hodowli Ewjatar. Poznałam ją wczoraj i jeszcze tego samego dnia trafiła do naszego domu.

Bałam się trochę, że będzie jej się ciężko przyzwyczaić do naszego mieszkania, z dwoma innymi kotami i dwoma psami, a tymczasem to ona tu rządzi! Nasze kocury patrzą na nią nieśmiało, podczas gdy ona smacznie śpi sobie na drapaku. 




Ninka porusza się jeszcze nieśmiało, ale mam nadzieję, że nie zajmie jej długo by przyzwyczaić się do nowego domu. W tej chwili okupuje wysokie miejsca i śpi większość dnia, ale cieszy się z głaskania.

Miałam mieć psa, mam kota. Z rasowych kotów miał być brytyjczyk, kiedyś, jest rosjanin, którego nigdy nie brałam pod uwagę. Miał być kocur - jest kotka. Wszystko nie tak jak miało być, wszystko nieplanowane. Ale cieszę się z tego!
sobota, 12 kwietnia 2014
Autor: Unknown
Tag :

Wystawa kotów - Warszawa 2014

Wczoraj jako świeżo upieczona kociara udałam się na wystawę kotów - pierwszą w moim życiu. Bywałam do tej pory tylko na wystawach psich, a wielu ras kocich nawet nie rozpoznaję.


Nasza współlokatorka słusznie stwierdziła, że dziwi się, że nie zemdlałyśmy z ekscytacji - faktycznie, było blisko :) Nie było brzydkich kotów, a każdy kolejny zapierał dech. Tak pięknych kotów nie widziałam w całym życiu.



Wystawę zdominowały oczywiście maine coony i brytyjczyki, zarówno krótkowłose jak i długowłose. Kocham te rasy, więc nie mam co narzekać! Zabrakło mi jednak trochę więcej egzotyki, ras których nie widuje się codziennie. 


Szczęśliwie nie udałam się do bankomatu przed wejściem, tak jak zamierzałam, bo inaczej wydałabym wszystkie pieniądze na kocie akcesoria. Mnóstwo kocich t-shirtów aż wołało 'kup mnie'! Wróciłyśmy za to z najdroższą kocią wędką, jaką znalazłyśmy. Winyl jest zachwycony, oczywiście.


Coraz bardziej jestem pewna, że kiedyś sprawię sobie rasowego kota. Nie chcę zapeszać, ale może już wkrótce... 

poniedziałek, 7 kwietnia 2014
Autor: Unknown
© Agata Szymczak, 2013. Obsługiwane przez usługę Blogger.

- Copyright © Agata Szymczak - fotografia, zwierzęta, lifestyle -Metrominimalist- Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -